THROWBACK 2019 - DALEKIE PODRÓŻE SAMOCHODOWE Z BARDZO DUŻYM PSEM
„Throwback …” to kolejny cykl wpisów poświęcony minionym
chwilom i mojej mocno sentymentalnej naturze.
Niedawno, przeglądając album ze zdjęciami z zeszłego roku,
trafiłam na fotografie z pierwszej, wspólnej z Pakiem dalekiej jak do tej pory
podróży. Przejechaliśmy niemal całą Polskę - około 700 km , docierając nad
polskie morze, oddając się tygodniowemu, zimowemu jodowaniu J
Przyznam szczerze, że moim marzeniem było zabrać Paka nad morze,
ale nie ukrywam też, że martwiłam się jak zniesie tak długą podróż, mimo, że od
pierwszych chwil przyzwyczajony jest do samochodowych podróży, choć nieco
krótszych ;)
Z doświadczenia wiem, że berneńczyki uwielbiają podróżować
samochodem. Pako jest moim drugim psem tej rasy, ale pierwszym płci męskiej ;)
Niemniej jednak, zarówno Pako jak i jego poprzedniczka Luna, nigdy nie mieli
oporu przed jazdą samochodem. Wręcz przeciwnie, pchają się do niego i wskakują,
kiedy tylko zobaczą otwarte drzwi ;), a wtedy jestem „zmuszona” do
zorganizowania choćby krótkiej przejażdżki ;). Były też takie sytuacje, że
kiedy otwierałam bramę wjazdową, pozostawiając otwarte drzwi samochodu,
kończyło się to tym, że na ogród wjeżdżałam już z czworonożnym pasażerem J Podobnie było podczas chowania samochodu
do garażu, a także w czasie przygotowania samochodu do czyszczenia J
Wracając do podróżowania samochodem z psem, to przyznam
szczerze, że nie przeczytałam żadnego artykułu o tym, jak się do tego
przygotować, na co zwrócić uwagę, co spakować; po prostu przygotowałam to, co
według mnie dla mojego psa będzie niezbędne i sprawi, że ta długa podróż
upłynie mu przyjemnie a przede wszystkim bezpiecznie i komfortowo.
Przedstawię Wam najważniejsze według mnie punkty, na długą samochodową
podróż z dużym psem.
- Bezpieczeństwo to podstawa.
Zacznę od tego, że mój samochód
nie ma bagażnika dostosowanego do przewożenia psów i myślę, że nawet gdybym
taki miała, to nie wiem czy zdecydowałabym się na przewożenie w nim swojego
psa. Po pierwsze z obawy o jego bezpieczeństwo, w przypadku niespodziewanej
stłuczki (odpukać), chroni go tylko klapa bagażnika, a będąc na tylnej kanapie,
więcej materiałów go osłania i amortyzuje ewentualne uderzenie.
Po drugie bliskość. Zatrzymując
się np. na światłach czy stojąc w korku,
odwracając się mamy psa w zasięgu ręki; możemy go pogłaskać, podać jego
ulubioną zabawkę, co z pewnością sprawi, że będzie lepiej tę podróż znosił.
Zatem Pako swoje podróże odbywa
na tylnej kanapie samochodu, która pokryta jest specjalną matą samochodową do
przewożenia psów. Zwykle była to klasyczna mata, zapinana do czterech
zagłówków, tworząca kształt kołyski, i do tej pory była dla niego
wystarczająca. Jednak podczas zeszłorocznej jazdy, kiedy Pako wstawał i
zmieniał pozycje, mata pod jego ciężarem zaczynała się pruć. Szczęśliwie
wytrzymała do końca drogi nad morze J
Tuż po przyjeździe, przeglądnęłam Internet w poszukiwaniu mocniejszej maty.
Udało mi się znaleźć taką, która służy mu do dziś. Mata teoretycznie też jest w
formie kołyski, lecz z tą różnicą, że uszyta jest w trzech kawałkach, a nie
jak poprzednia, w jednym. Nie mam nic przeciwko matom kołyskowym w jednym
kawałku, ale one nadają się do przewożenia małych psów. Mata, którą zamówiłam posiada
pod spodem warstwę pokrytą antypoślizgowym materiałem z widocznymi, amortyzującymi wypustkami. Rewelacyjnie
sprawdza się to również w samochodach pokrytych skórzaną tapicerką. Dodatkowo
ma zabezpieczenia na boki kanapy oraz bardzo mocno wszyte i zabezpieczone
grubymi nitami szelki do zapięcia za zagłówki foteli. No i ta cena – samej trudno
mi w to uwierzyć, ale dałam za nią dokładnie 19.99 zł + koszty przesyłki,
całość wyniosła mnie nie całe 35 zł, a mata służy do dziś. I kolejny plus, mogę
prać ją w pralce J Chętnie
zamieściłbym tutaj link do niej, ale niestety nie znalazłam jej w żadnej z
dostępnych w ofert, a szkoda bo sama zaopatrzyłabym się w drugą. W każdym
razie, jeśli pojawi się ponownie w sprzedaży to dam Wam znać, ale najpierw sama
ją zamówię, żebyście mi nie wykupili wszystkich ;););)
Kolejna bardzo ważna kwestia to
pas bezpieczeństwa. Na rynku dostępnych jest kilka, zarówno w formie szelek,
jak i zwykłego pasa. Oba zapina się tak jak każdy pas bezpieczeństwa. Ja wybrałam
pas, który jedną stroną wpinam w gniazdo a drugą zakończoną karabińczykiem zapinam
w szelki Paka. Ten pas rozciąga się, co w przypadku dużych psów jest dobrym
rozwiązaniem, ponieważ ułatwia im swobodne poruszanie bez nagłego szarpania i
blokowania ruchów. Pako korzysta z takiego i widać, że jest zadowolony ;)
Ważnym aspektem w temacie
bezpieczeństwa jest także styl jazdy, który powinien być łagodny i płynny, bez
nagłych hamowań i przyspieszeń, z delikatnym wchodzeniem w zakręty.
- Komfort.
W samochodzie należy zadbać o to,
aby nawiewy klimatyzacji nie dmuchały bezpośrednio na naszego czworonożnego
towarzysza.
Ważne jest też, aby od czasu do
czasu przewietrzyć samochód, dbając o to by nie było przeciągu.
Jeśli podróżujemy w ciepły,
słoneczny dzień należy pamiętać o tym, aby promienie słoneczne nie operowały
bezpośrednio na naszego pupila.
Dobrze byłoby, aby pies miał przy
sobie swoją ulubioną zabawkę, którą zajmie się podczas podróży i da mu poczucie
bezpieczeństwa.
Dla komfortu naszego psa bardzo
ważne są postoje, wtedy może on wyjść rozprostować łapki, pobiegać, napić się
wody czy załatwić swoje potrzeby fizjologiczne. W związku z tym, zawsze należy
mieć pod ręką zapas wody, miskę na wodę i smakołyki oraz akcesoria do
sprzątania – (tutaj polecę Wam coś, co bardzo mi się sprawdza) ZOBACZ
Postoje powinny odbywać się
średnio co 2h, ale nie musimy sztywno trzymać się tych ram czasowych, bo kiedy
nasz kompan np. śpi, nie trzeba go budzić. Pies sam zakomunikuje nam kiedy
będzie potrzebował postoju, niecierpliwie się wiercąc.
Pako podczas podróży nad
morze właściwie tylko raz potrzebował postoju. W drodze powrotnej także
wystarczył jeden postój w połowie drogi. Nie sądziłam, że ta podróż będzie
przebiegać tak łatwo i naturalnie J
Na miejsce postoju w miarę
możliwości wybierajmy miejsca, gdzie nasz pies będzie mógł sobie swobodnie
pobiegać. Jadąc autostradą mamy na trasie dużo MOPów, które są miejscem
odpoczynku nie tylko dla kierowców, pasażerów, ale również dla zwierzaków. Coraz
częściej można spotkać się z tym, że przy sklepach, stacjach benzynowych, na
deptakach, w parkach są specjalne poidełka dla psów. Bardzo podoba mi się ten przejaw
troski i wrażliwości wobec naszych milusińskich. Przerwę w podróży możemy wykorzystać
też na wspólną zabawę z naszym psem, choć mi się to jeszcze nie udało ;),
ponieważ Pako wtedy całą swoją uwagę skupia na nowych zapachach. W końcu spacer
dla psa i w ogóle przebywanie w nowym miejscu, to jak dla człowieka oglądanie w
telewizji ciekawego programu ;) Zatem nie przeszkadzam mu zbytnio i pozwalam
cieszyć się poznawaniem nowego otoczenia ;)
- Jedzenie.
Tutaj bardzo ważne jest, aby nie
karmić psa bezpośrednio przed jazdą samochodem, żeby uniknąć problemów
żołądkowych podczas podróży, ale nie oznacza to, że pies ma nic nie jeść i
jechać głodny. Powinien zjeść ograniczoną porcję, odpowiednio wcześniej przed
podróżą.
Podczas postoju można dać psu
suche smakołyki, chociaż mój Pako jest tak zaabsorbowany nowym miejscem, że
nawet jak zawsze chętny na smaczki, to w takich chwilach nie zwraca na nie
uwagi ;)
- Czas na psi bagaż:
- przenośne poidło lub po prostu
woda w butelkach i miska;
- miski – ja zawsze zabieram trzy
miski, jedna na jedzenie, druga na wodę i trzecia przenośna w plecaku, razem z
butelką wody;
- zapas jedzenia – zawsze zabieram
ze sobą jedzenie, które Pako je i wiem, że jest dla niego dobre oraz nie
powoduje żadnych problemów żołądkowych;
- posłanie – zabieram jego
posłanie z dobrze znanymi mu zapachami ;)
- kilka ulubionych zabawek i
smakołyków;
- smycz oraz szelki/obroża z
przypiętym identyfikatorem – adresówką – to oczywiste dmuchamy na zimne J
- akcesoria do sprzątania;
- środki przeciw kleszczowe; pamiętajmy
o ochronie naszych zwierzaków przed kleszczami i innymi pasożytami. Mój Pako ma
co roku nową obrożę przeciw kleszczom, która chroni go przez cały sezon
kleszczowy i u niego sprawdza się
znakomicie. Dodatkowo zawsze mam przy sobie krople do uszu, ponieważ
berneńczyki mają tendencję do częstego zapalenia uszu. Dlatego jak tylko
zaczyna trzepać uszami, to aplikuję krople i po jednym lub dwóch dniach jest
już z tym spokój;
- ręczniki – mogą się przydać
podczas deszczowej pogody, lub kiedy nasz pupil się ubrudzi i będzie wymagał
kąpieli;
To właściwie takie najważniejsze
moje spostrzeżenia. Jeśli o czymś zapomniałam, albo macie jakieś swoje
doświadczenia w tym temacie, to podzielcie się tym ze mną w komentarzach J
Reasumując, cała podróż i tygodniowy pobyt, to był wyjątkowy
i spokojny czas J
Pako czuł się w nowym miejscu jak u siebie w domu J Zaprzyjaźnił się z innymi
psami w sąsiedztwie i na spacerach, i zawsze się o nich troszczył ;) Biegał
swobodnie po plaży, napawał się pięknymi widokami, zachodami słońca a nawet
interesował się morskimi muszelkami ;) Z ciekawością przyglądał się mewom i
wsłuchiwał w ich krzykliwe głosy, relaksował się leżąc na piasku, słuchając
szumu morza. Jedyne do czego nie mógł się
przyzwyczaić to fale morskie, które przepędzały go ilekroć chciał napić
się wody z morza. Ale to dobrze, bo jak czytałam, to lepiej żeby zwierzaki nie
piły wody morskiej, ponieważ jest ona zbyt słona, co może przyczynić się do
zwiększenia stężenia składników mineralnych w przewodzie pokarmowym a w
konsekwencji mogą pojawić się biegunki – na szczęście Pako nie miał z tym
problemu.
Było naprawdę fantastycznie i już nie mogę się doczekać kolejnych
takich podróży. J
Poniżej załączam kilka zdjęć z tego tygodniowego wypoczynku a jeśli macie ochotę to zapraszam na nasz kanał na youtube i flimik z nadmorskich wojaży, który możecie obejrzeć TUTAJ :)

































Komentarze
Prześlij komentarz